Status płyty winylowej we współczesnej kulturze polskiej
Blog > Komentarze do wpisu
Pradziadek tego, co winylami kręci

Do tej pory raczej unikałam zahaczania o historię, ale zawsze musi być ten pierwszy raz ;). Pretekstem - początek rozkminiania kwestii dj-ingu.

Według Billa Brewstera i Franka Broughtona, autorów książki "Last night dj saved my life. The history of disc jockey" profesja dj-ska liczy sobie już 105 lat. Oni za pierwszego dj-a uznali kanadyjskiego inżyniera Reginalda A. Fessendena, który 24 grudnia 1906 roku za pomocą telegrafu przekazał krótki komunikat do dużej ilości statków należących do United Fruit Company i pływających po Oceanie Atlantyckim. Nie korzystał on jednak z płyt gramofonowych, za to przeczytał swoim odbiorcom kawałek Biblii i pograł im trochę na skrzypcach. Zdefiniował więc raczej profesję, hmmm, radiowców niż dj-ów.

Za pierwszego dj-a klubowego uznaje się Jimmiego Savile. W 1943 roku wymyślił on sobie, że  będzie odtwarzał piosenki z płyt, a ludzie będą do nich tańczyć.  Na jego pierwszą imprezę przyszło pięć par, ale sprzęt przepalił się już koło 21 i sytuację trzeba było ratować grą na fortepianie.

Z kolei słowo dyskoteka pochodzi z języka francuskiego. Na początku - oprócz funkcjonujących obecnie definicji (impreza, na której ludzie bawią się przy muzyce odtwarzanej z jakichś nośników oraz miejsce, w którym ta zabawa się odbywa) - oznaczało też kolekcję płyt zbieranych przez jakąś osobę. Do popularności dyskotek we Francji i w Niemczech przyczyniły się władze tych krajów, które potępiały graną tam wtedy muzykę jazzową.

Dobra - wreszcie skok do Polski. Późno - bo pierwsza polska dyskoteka powstała dopiero w 1970 roku w Sopocie. Stworzył ją Franiszek Walicki, który cztery lata później został przewodniczącym świeżopowołanej Państwowej Komisji Kwalifikacyjnej dla Prezenterów Dyskotek. Jak sam mówił, ten organ państwowy oceniał przydatność kandydatów do "wykonywania zajęcia prezentera dyskotek, przynawał im formalne uprawnienia i kwalifikował do odpowiednich grup wynagrodzenia". A zostanie prezenterem dyskotek to nie było takie hop siup. Trzeba było zagrać przynajmniej sto imprez, mieć co najmniej średnie wykształcenie oraz duży "ogólny poziom kulturalny".  A jeśli już zostało się przyjętym do tego zacnego grona prezenterów trzeba było uważać, bo łatwo było o degradację - stratę uprawnień lub przesunięcie do niższej kategorii. Wystarczyło nie wywiązywać się ze swoich obowiązków, nie podnosić kwalifikacji, czy "popełniać czyny nieetyczne i niegodne prawcownika kultury". Ot, absurdy PRL-u!

Ta cudowna komisja popełniła na początku lat osiemdziesiątych dzieło zwane "Raportem o stanie dyskotek w Polsce na dzień 31 lipca 1981 roku". Wynikało z niego, że statystyczna polska dyskoteka ma około setki miejsc siedzących, aparaturę własnej produkcji i prezentera grajacego (o zgrozo!) bez uprawnień i to już nie z płyt gramofonowych, a z taśm, na które nagrywano utwory z radia. Według raportu prezenterów z uprawnieniami było wtedy 65 i oni grali - grzecznie - z płyt gramofonowych.

Ponieważ wpis i tak jest długi ciag dalszy nastąpi w kolejnej notce ;).

sobota, 04 czerwca 2011, aska.strutynska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: yahu pawul, *.adsl.inetia.pl
2013/09/19 10:07:26
Dużo w tym prawdy opisanej dość delikatnie. W rzeczywistości bylo to wszystko wtedy o wiele barziej brutalne, agresywne i bardzo szkodliwe. PRL disco & deejay administratorzy oraz ich sługusy działali zupełnie bezkarnie siejąć na około krzywdę - opisałem to dość obszernie tu: dyskoteki-deejaye-prl.blogspot.com/